Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy do czwartej rundy tegorocznego US Open. Polka straciła seta w meczu z Suzan Lamens, a następnie musiała wracać ze stanu 1:5 w pierwszej partii spotkania z Anną Kalinską. Nasza reprezentantka okiełznała jednak wszelkie problemy i w poniedziałkowy wieczór mogła rywalizować o miejsce w najlepszej "8" z Jekateriną Aleksandrową. Patrząc na ich wcześniejsze bezpośrednie pojedynki, zanosiło się na kolejne solidne wyzwanie dla wiceliderki rankingu. W rzeczywistości 24-latka nie dała żadnych szans swojej przeciwniczce. Odkąd Rosjanka przegrała siódmego gema pierwszego seta po fatalnym błędzie, na korcie Louis Armstrong Stadium obserwowaliśmy niesamowitą dominację ze strony raszynianki. Ostatecznie batalia zakończyła się wynikiem 6:3, 6:1.
Zobacz również:
W tamtym momencie znaleźliśmy się o krok od rewanżowego starcia za finał tegorocznego Wimbledonu, bowiem o miano następnej rywalki Świątek walczyła m.in. Amanda Anisimova. Amerykanka przegrała w Londynie z Igą 0:6, 0:6 w niecałą godzinę. Teraz panie znów mogły się ze sobą spotkać, ale był jeden warunek - tenisistka z USA musiała się uporać z Beatriz Haddad Maią. Ich mecz zaplanowano jako drugi w sesji wieczornej na Arthur Ashe Stadium, po starciu Jannik Sinner - Aleksander Bublik.
Zobacz również:
Mecz rozpoczął się fatalnie z perspektywy Haddad Maii. Reprezentantka Brazylii popełniała mnóstwo błędów, także tych przy serwisie. Beatriz została całkowicie zdominowana w pierwszych trzech gemach spotkania. W tym czasie wygrała zaledwie 2 z 14 rozegranych akcji, dwukrotnie tracąc własne podanie. Bardzo szybko zrobiło się 3:0 dla Anisimovej z przewagą podwójnego breaka. Zawodniczka z Ameryki Południowej załapała się na grę dopiero w trakcie czwartego rozdania. Wówczas ze stanu 40-0 doprowadziła do równowagi, ale końcówka gema i tak należała do Amandy, która nie musiała nawet bronić żadnej piłki na przełamanie.
Tenisistka z USA nie zamierzała spuszczać z tonu. Ciągle atakowała returnem serwis Haddad Maii i generowała sobie break pointy także w trakcie piątego rozdania. Przy czwartej okazji zagrała zaraz po drugim serwisie po ciasnej przekątnej i doszło do następnego przełamania. Przy stanie 5:0 Amanda podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie bez straty gema. Dziewiąta rakieta świata utrzymała serwis do zera i dzięki temu zapewniła sobie efektowny rezultat 6:0 w pierwszej partii.
Zobacz również:
Haddad Maia zrobiła sobie dłuższą przerwę po przegranym secie, ale w pierwszych minutach drugiej części pojedynku nie zdało się to na zbyt wiele. Anisimova wywalczyła przełamanie już na "dzień dobry", wykorzystując trzeci break point. Po zmianie stron Amanda prowadziła 40-15 przy własnym podaniu i zanosiło się na komfortowego gema dla Amerykanki. Wtedy pojawiła się pierwsza rysa na doskonałej grze tenisistki z USA. Straciła przewagę w rozdaniu i zaczęła się frustrować, co wydawało się niezrozumiałe, bowiem wciąż wszystko zależało w teorii od niej. Ostatecznie skończyło się to powrotnym przełamaniem i premierowym "oczkiem" dla Beatriz w całym spotkaniu.
Emocje u finalistki Wimbledonu były widoczne także w następnym gemie. Mimo to ponownie zdołała odebrać serwis rywalce i po trzecim break poincie wróciła na prowadzenie. Reprezentantka Brazylii nie dawała jednak za wygraną i próbowała wykorzystać nieco słabszy fragment przeciwniczki. Pojawiły się dwie szanse z rzędu na 2:2, ale mimo to Anisimova wydostała się z opresji - dobrze serwowała i potwierdziła przewagę. Po chwili w końcu dobry gem przy własnym serwisie zanotowała Haddad Maia. Nie straciła ani jednego punktu i znów złapała kontakt z Amandą.
Po zmianie stron turniejowa "8" odpowiedziała rywalce i próbowała walczyć o podwójne przełamanie. Miała dwie piłki na 5:2, ale Beatriz przetrwała trudny moment. Utrzymała podanie i wciąż zachowywała nadzieje na odwrócenie losów rywalizacji. Anisimova nie zamierzała jednak dopuścić przeciwniczki do odrobienia strat - co więcej - Amanda wygrała potem już wszystkie gemy do końca pojedynku. W trakcie dziewiątego rozdania zobaczyliśmy jeszcze jedno przełamanie i dzięki temu tenisistka z USA wygrała spotkanie 6:0, 6:3 po 75 minutach rywalizacji. Tym samym w ćwierćfinale US Open dojdzie do rewanżowej potyczki za decydujące starcie na Wimbledonie. Oby i tym razem zwycięsko zakończone przez Igę Świątek.
Główna rywalizacja w Nowym Jorku potrwa aż do 7 września. Najważniejsze informacje dotyczące US Open można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interii.
Zobacz również: